Home Nasz głos

Nasz głos

Kolejna, niesamowita historia, chorób, zdrowia i życia c.d.

 

Pod koniec października Bronia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że wykonane u niej badanie MRI – rezonans magnetyczny - nie potwierdza, że jest ona chora na SM.

Ja znając życie, że nikt nam Optymalnym nie wierzy, że można wyleczyć się z chorób powszechnie uważanych za nieuleczalne i aby mieć dowody poprosiłam ją o przesłanie opinii, badań, na podstawie, których wydano orzeczenie, że jest chora na SM, i aktualnych, które teraz nie potwierdzają tej diagnozy.

Poniżej zamieszczam treść e-maila od Broni z 25 października:

Witam Zuzanna

Widzisz Ty mi też nie wierzyłaś, że można wyleczyć się z SM. ( źle mnie zrozumiała – ja jej wierzę). Skąd taki wniosek? Zapytałaś czy to na pewno moje wyniki. I kto mi uwierzy !!!!

Tak naprawdę każdy patrzy na mnie jak na idiotkę. Taki wniosek wysuwam patrząc na twarze tych ludzi, którym chciałabym pomóc i którzy by skorzystali z wiedzy dr Kwaśniewskiego ale nic nie można zrobić.

A oto co napisała Bronia w uzupełnieniu swojej historii choroby i wyleczenia.

 

W 1991 roku zmieniłam sposób odżywiania na odżywianie pełne owoców, soków, warzyw, z niewielką ilością tłuszczu i białka. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Poczułam się bardzo zmęczona. Zmęczenie rosło do tego stopnia że z trudem chodziłam. Patrzyłam na biegających ludzi i podziwiałam, że przychodzi im to tak łatwo. Trwało to kilka miesięcy i ustąpiło.

W 1998 roku poczułam się ponownie źle. Tym razem poszłam do lekarza skarżąc się na ból, mrowienie i palenie nóg i rąk. Dostałam skierowanie na MRI ( rezonans magnetyczny). Znowu po upływie kilku miesięcy moje samopoczucie zaczęło się poprawiać. W tym czasie nadszedł termin badania. Po wykonaniu MRI skierowano mnie do dalszej diagnostyki. Podłączono mnie na godzinę – były to jakieś prądy. Kiedy badanie się skończyło ja czułam się okropnie. Z trudem chodziłam, schody które pokonałam z nieznacznym trudem idąc na badanie, teraz okazały się przeszkodą nie do pokonania. I znowu zajęło mi to trzy miesiące żeby powrócić do poprzedniego stanu.

Wizyta u neurologa była nieprzyjemnym doświadczeniem. Po przebadaniu i zapoznaniu się z wynikami dowiedziałam się, że mam SM. Zapytał się mnie czy mam dzieci i w jakim wieku. Po informacji, że mam i są w wieku 4 i 10 lat, pokręcił głową. Poczułam, że już spisał mnie na straty. W jednym momencie świat stracił wszystkie kolory. Wszystko dookoła stało się szare. Lekarz dodał, że są lekarstwa ale bardzo drogie (cała miesięczna pensja), czasami pomagają, czasami nie. Czemu tylko czasami to oni (lekarze zawsze używają zwrotu “my”) nie wiedzą, przy czym są poważne skutki uboczne, między innymi bóle głowy. Lekarz ten nie zdawał sobie sprawy przez co chorzy na SM ludzie przechodzą i proponowanie czegoś co przynosi jeszcze więcej bólu wydało mi się bez sensu.

Po kolejnych kilku miesiącach miałam wizytę w klinice dla pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Kiedy dotarłam na miejsce zobaczyłam kobietę, której chodzenie sprawiało dużo trudu, potem mężczyznę z bardziej zaawansowaną chorobą, chodził z użyciem kul i kobietę na wózku inwalidzkim. Dokładnie w tej kolejności. W tym momencie uświadomiłam sobie co po kolei mnie czeka. Lekarz (profesor) potwierdził wydaną poprzednio diagnozę. Mając ciągle nadzieję, że się myli powiedziałam, że to niemożliwe. Wówczas on śmiejąc się pokazał mi jedno ze zdjęć mojego mózgu – duża, jasna plama – nie miał żadnych wątpliwości.

Co jakiś czas klinika przysyłała listy z informacjami do domów pacjentów. Po otrzymaniu pierwszego wypisałam się z uczestnictwa w ewentualnych badaniach i leczeniu. Każdy taki list przypominał mi o chorobie, o której chciałam zapomnieć.

W 2002 roku dowiedziałam się o diecie dr Kwaśniewskiego. Zastosowałam ją i po siedmiu latach, w sierpniu tego roku byłam na badaniach. Na badania zgłosiłam się, ponieważ w odstępie 5 miesięcy., z powodu wypadków samochodowych dwukrotnie miałam uderzenie z tyłu. Badania te wykazały, że nie mam zmian w mózgu, które by wskazywały na SM. Stwierdzono, cytuję że to “odizolowany przypadek”. Jeden z lekarzy dziwił się, jak to się mogło zdarzyć, ale szybko sobie wyjaśnił, że ponieważ pierwsze badanie było przeprowadzone tyle lat temu więc wyniku najprawdopodobniej już nie ma i widocznie zmiany były nieznaczne. Nawet nie chciał się dowiedzieć w jaki sposób mój organizm był w stanie tak się odbudować i jakie zmiany były na zdjęciu na podstawie, którego postawiono diagnozę.

 

28 października otrzymałam pocztą elektroniczną zeskanowane dokumenty.

Bronia opisała je następująco:

  • dwa z 1997 roku mówią o tym, że jestem włączona do badań na SM

  • następnie trzy wyniki MRI z kręgosłupa, na podstawie których zauważono postępującą demienilizację i zostałam skierowana na badanie mózgu aby sprawdzić czy na pewno mam SM

  • dalej jeden dokument MRI z mojego mózgu. Są tam odchyłki, między innymi cortikal atrophy – zmniejszenie, przyczyną tego( jak sprawdziłam w internecie), w pierwszej kolejności jest zła dieta ( mam nadzieję, że będzie się to poprawiać). Również jest na nim jedno miejsce jaśniejsze, mały punkt wielkości główki od szpilki. Lekarz pokazał mi ten punkt i wyjaśnił, że to nie jest normalne, ale ogólnie jest dobrze i nie ma potrzeby brać leków na SM. A przecież w 1997 roku badający mnie profesor pokazał mi dużą jasną plamę w moim mózgu i skierował na leczenie SM.

  • Dwie opinie lekarza, który dodaje, że u 20% ludzi, którzy mieli niewłaściwe MRI, nigdy nie rozwinęła się choroba. Ja jestem tym przypadkiem

  • dwa inne to powtórzenie opinii doktora Ttaboulsee. Też mówi o klinicznie odizolowanym przypadku (clinicaly isolated episode).

 

Muszę przyznać, że nie przyszło mi do głowy wspomnieć o tym pierwszym rzucie choroby w 1991 roku, ponieważ nie zgłosiłam się do lekarza to to pominęłam.

Jeżeli przyda się to do czegoś to będę się cieszyć. Myślę, że te inne zauważone małe problemy też z czasem pójdą w zapomnienie.

Pozdrawiam

Bronia

 

 

 

Krystyna Waszyńska 02.06,2009 - moja droga do zdrowia

Od prawie zawsze chorowałam, przeziębiałam się, jestem po trzech operacjach: wycięcie woreczka zółciowego i dwukrotne czyszczenie przewodów żółciowych. Zawsze kochałam słodkie, bułeczki, pszenne chlebki, wszelkiego rodzaju ciasta. Byłam gruba, przy wzroście 153 ważyłam 86 kg. Nie mogłam patrzeć na siebie, ciężko było mi się ruszać. Tak było do 2003 roku, wtedy natknęłam się na reklamę o żywieniu optymalnym, chodziłam na prelekcje, zaczęłam wprowadzać ten sposób żywienia, ale z różnych powodów przerwałam to. Jednakże ponownie natrafiłam na artykuł Bractwa Optymalnych o żywieniu optymalnmym i od sierpnia 2008 roku ściśle przestrzegam zasad żywienia optymalnego. Z dnia na dzień następowała poprawa, zdrowiałam i chudłam, teraz ważę 65,5 kg. Czuję się świetnie, lekko, stawy w kolanach przestały boleć, nie przeziębiłam się tej zimy, nie mam chrypki. Wszystkie dolegliwości zniknęły. Od 1997 roku chorowałam na cukrzycę typu II, najpierw były tabletki a po ostatniej operacji insulina, bo rana się nie goiła. Od dwóch tygodni przestałam sobie wstrzykiwać insulinę. Wyniki mam świetne. Choć ciągle się uczę żyć bez insuliny, robię różne błędy, ale wiem, że już nigdy nie odstąpię od żywienia optymalnego.

Jestem teraz członkiem Bractwa Optymalnych w Poznaniu, p. Zdzisław bardzo mi pomógł i opracował sposób żywienia na dwa miesiące. Powiem wprost - na początku byłam bardzo głodna, kusiły mnie inne produkty. Czasami nawet coś podjadłam. Ale za teraz głodu nie czuję i nie ciągną mnie wszelkie słodkości z czego bardzo się cieszę. Do Klubu Optymalnych na Wierzbięcicach w Poznaniu zaglądam, prelekcji chętnie słucham by się więcej dowiedzieć i doskonalić. Jestem szczęśliwa i dumna z siebie, że pomogłam sobie i swojemu zdrowiu. Szkoda, że tak dużo ludzi cierpi i nic nie robią w kierunku, by sobie pomóc, by być zdrowym.

Najbardziej tyłam w święta, bo słodkie jadłam 4 razy dziennie. Wstrzykiwałam sobie dodatkowe dawki insuliny by jeść słodkie. Przed przejściem na żywienie optymalne było to 38 jednostek teraz "0". Dzięki ludziom, którzy mi w Klubie Optymalnych w Poznaniu pomogli jestem chudsza o 10 kg i chce mi się żyć. Skorzystałam również z zabiegów prądami selektywnymi dofinansowanych przez Komisję Zdrowia ZG OSBO. Jestem szcześliwa i pełna zycia.

Krystyna Waszyńska, lat 64, Kiekrz k. Poznania.

 

Kolejna niesamowita historia chorób i życia

W kwietniu zadzwoniła do  Arkadii w Poznaniu Pani, która przyjechała zza oceanu do Polski na kontynuowanie leczenia i odbycia szkolenia na doradcę żywienia optymalnego. W telefonie usłyszałam młody, delikatny głos z zapytaniem czy jest możliwe odbycie szkolenia na doradcę żywienia optymalnego w trybie indywidualnym. Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że Pani jest po wizycie u Doktora Kwaśniewskiego i że Doktor poprosił ją o spisanie swojej drogi do zdrowia. Jak się przekonacie jest to kolejna "niesamowita historia chorób i życia".

Więcej…
 

Doktorze Kwaśniewski to jest fenomenalne

Jak zacząć dietę po raz tysięczny, nie obawiając się, że po diecie znowu przytyję?
Z drugiej strony zaczynam się zastanawiać w jaki sposób przekonać obcą osobę do takiej właśnie diety?
Sądzę, że trzeba samą siebie zapytać, czy jestem zadowolona ze swojej własnej sytuacji. Proszę mi wierzyć, nikt nie czuje się dobrze, jeżeli nie jest zdrowy.

Więcej…
 

Moja droga do zdrowia

Jest to kolejna historia osoby krtóra odzyskała zdrowie dzieki żywieniu optymalnemu.

Więcej…
 
Strona 1 z 2
Marzec 2010
N P W Ś C P S
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
Jaki jest nasz nowy serwis internetowy?
 
Czy łatwo żywić się optymalnie?
 
Mannatech